muzyka & poezja

Muzyka od ponad 25 lat stanowi ważny element w moim życiu. Do całkiem niedawna byłem jednak prawie wyłącznie pasywnym, aczkolwiek wnikliwym słuchaczem muzyki przeróżnej maści. Rozpoczęło się od Beatlesów, którzy jako pierwsi otwarli mi wrota do świadomego śledzenia procesu powstawania, czy raczej wydobywania muzyki. W szczególności takiej muzyki, która nie stoi w miejscu, tylko rozwija się analogicznie do rozwoju swoich kreatorów. Nieważne są dla mnie przy tym style muzyczne, jedyny klucz wyboru stanowi autentyczność i treść – tj. pokrewieństwo lub tożsamość muzyki z twórcą lub twórczynią. Dlatego szczególnie inspirująco działała i działa na mnie muzyka Konstantina Weckera, Vana Morrisona, Leonarda Cohena, Boba Dylana. PJ Harvey.

Bardzo wcześnie zaraziły mnie albumy, które oscylowały na granicach różnych stylów – i gdzie styl był wyrazem treści, a nie na odwrót – i które jako takie tworzyły konceptualną całość, muzycznie i tekstowo. Tak dotarłem m.in. do rockowej opery „Tommy” szalonej grupy The Who, do „Pet Sounds” genialnego Briana Wilsona, do „Suburbs” inowatorskich Kanadyjczyków z Arcade Fire lub „Let England Shake” niesamowitej PJ Harvey. Wszystkie te i wiele innych albumów cechuje coś, co otwierało i otwiera w mojej głowie ogromną przestrzeń: mianowicie wpisanie jednej wiodącej myśli czy historii i jej barwnych, niezliczonych odcieni we wszystkie poszczególne utwory danego albumu.

Gdy latem 2016 roku ostatecznie zasiadłem do elektrycznego pianina, aby wreszcie się nauczyć grać na tych tajemniczych, biało-czarnych klawiszach – brzmienie pianina to dla mnie, zaraz po śmiechu dzieci, najbardziej wnikliwy i uniwersalistyczny dźwięk tej ziemi – motywacją było kilka własnych zarysów melodii i tekstów piosenek, które chodziły mi po głowie od kilku dobrych lat. Czułem, że mogę z nich wykrzesać coś więcej niż tylko owe pierwotne, proste pomysły, który przyleciały do mnie… nie wiem skąd. Ostatecznie, w trakcie improwizowanej, autodydaktycznej  nauki klawiszowo-uderzeniowej powstały nowe kawałki, które, jak myślę, tworzą z tymi pierwotnymi całość i które składają się na mój album: „Ósmy dzień”.

Są to kawałki w języku polskim, moim języku ojczystym, niemieckim, moim językiem matczynym i angielsku, moim językiem-kluczem do anglojęzycznej tradycji piosenki. Większość kawałków w surowej, domowej wersji jest do odsłuchania na portalu youtube/Jan Opielka, jednak całość materiału czeka na ostateczne, profesjonalne nagranie studyjne. I na rozwinięcie instrumentu głosu, który w surowej wersji jest, bez wyjątku, w każdym i każdej z nas.

Poniżej zamieściłem kilka tekstów ww. kawałków, oraz kilka wierszy, które powstały w ostatnim czasie w ramach procesu poszukiwania tych źródeł, które znaczą wszystko, nic – i owe niezliczone barwy zieleni, błękitu i czerwieni pomiędzy. Zapraszam.